Ile masz lat?
Już osiem. Ale jak grałem w filmie to miałem sześć.
Kogo grałeś w „Magicznym Drzewie”?
Moja rola to Kuki. Jestem najmłodszy z trójki rodzeństwa. W tym filmie jest bardzo dużo przygód. Ja najczęściej mam przygody pechowe i często mówię:
Czuję, że będą kłopoty. Ale to ja wszystkich ratuję, kiedy wyczarowuję lwa.
Jaka scena była dla ciebie najtrudniejsza?
Najtrudniejszy był czar ze zmniejszeniem ciotki. W czasie tego czaru wywołaliśmy straszną wichurę. Były ustawione olbrzymie wentylatory, które miały śmigła od samolotu i robiły wiatr. Leciały na nas liście i taki specjalny pył.
Cud, że my sami nie odlecieliśmy. No, było wtedy trudno. Niesamowity był też magiczny traktor. Był bardzo duży. Najczęściej traktory są o wiele mniejsze.
Musieliśmy sami nim jeździć. To znaczy pomagał nam tylko jeden kaskader, ale był schowany.
Czy bycie aktorem jest trudne?
Trzeba być cierpliwym. To jest bardzo trudne. Wytrzymać to, że często się powtarza sceny. Trzeba też być odważnym. Niektóre sceny wymagają, Żeby się nie bać. Ale w sumie bycie aktorem nie jest aż tak trudne.
Czy po castingu oczekiwałeś, Że zagrasz w „Magicznym Drzewie”?
Nie bardzo. Było dwieście osób i każdy chciał grać w tym filmie... Ja miałem chyba szczęście. Myślę też, że w czasie castingu dobrze grałem. W ogóle się nie denerwowałem, tylko wszystko robiłem, jakby to było naprawdę. I to się
podobało reżyserowi.
Co mówili twoi koledzy, jak się dowiedzieli, że grasz we filmie?
Powiedziałem to tylko trzem kolegom: Emilowi, Florkowi i Frankowi. No nie byli aż tak bardzo zaskoczeni. Babcia i dziadek bardziej się zdziwili. Ale powiedzieli,
że to super i nie mogą się doczekać, kiedy film będzie gotowy. Mam nadzieję, że ten film dobrze wyjdzie i wszyscy będą ze mnie zadowoleni.
Czy ktoś ci zazdrościł, że grasz w filmie?
Pewnie niektórzy będą zazdrościć. Ale jak chcą grać w filmie, no to niech sami pójdą na casting i potem grają. To wcale nie jest takie łatwe. To jest bardzo niełatwe.
Jak wyglądało pierwsze spotkanie z innymi aktorami?
Na początku nie wiedziałem, czy będą dla mnie mili. Ale okazało się, że są fajni i polubili mnie. Dobrze się współpracuje, jak ktoś cię lubi i ty też go lubisz.
Co w czasie kręcenia filmu było najciekawsze?
Że wciąż działo się coś nowego. Że mogłem grać z nowymi przyjaciółmi, z nowymi osobami, poznać nowych ludzi... I różne efekty i czary, jakie robiliśmy.
Jaki był najgorszy dzień w trakcie kręcenia filmu?
Wtedy, kiedy kręciliśmy scenę odlatywania domu. Nie chodziło o to latanie domu, ani o trzęsienie ziemi. To było dla nas łatwe. Ale tego dnia wszędzie latały meszki, takie małe muchy i nas gryzły. Mieliśmy dużo reflektorów, które świeciły prosto na nas i one leciały do tego światła. Nie bały się żadnych Offów. Naprawdę ciężko jest grać trudną rolę i czuć, jak te meszki nadlatują i zaraz będą wszystkich gryźć.
Denerwowałeś się w czasie grania?
Na początku się trochę denerwowałem. Starałem się zrobić wszystko najlepiej i jak coś nie wyszło, to się denerwowałem. Później to było trochę jak zabawa. Jak
słyszałem okrzyk „akcja", to wiedziałem, że teraz muszę się wczuć w rolę. Muszę pamiętać, co mam mówić i co czuje wtedy Kuki, którego gram. Powtarzałem sobie, że nie mogę się stresować, bo wtedy zaraz mi coś źle wyjdzie...
Trudny był postsynchron, to znaczy nagrywanie głosu do gotowego obrazu. W niektórych scenach musieliśmy to zrobić. Patrzeć na ekran i nagrać głos, żeby zgadzał się z tym, jak poruszają się nasze usta.
Czy w czasie realizacji filmu był taki dzień, że miałeś dość i chciałeś wracać do domu?
No, nie. Nie było takiego dnia, kiedy miałem zupełnie dość. Film to fajna praca. Dzieje się dużo ciekawych rzeczy.
|