Wszyscy jak jeden mąż wspominają Michaela, że tworzył świetną muzykę, że był niekwestionowanym królem popu, ale nikt nie mówi o jego samotnych latach, kiedy powoli każdego dnia umierał na oczach całego świata?
Jego chęć zmiany swojego wizerunku to wyraz nieakceptacji swojej osoby, liczne operacje doprowadziły go do takiej skrajności, że będąc bogatym i znanym, miał bardzo poważne kłopoty finansowe, że będąc znanym nikt nie był mu w stanie pomóc wyjść z impasu.
Jego ciało to tylko skóra i kości - nie przebierając w słowa - wyglądał jakby cierpiał z głodu, bólu... a to już rozpacz!
Świat muzyczny pogrzebał go za życia wykreślając go z show biznesu, ale kiedy umarł król wartość jego twórczości paradoksalnie wzrosła jak akcje w czasach rozkwitu.
Stał się legendą i wspomnieniem.
Pozytywnym.
Fani go kochają, jego muzykę, jego wizerunek, w swoim hołdzie żegnają się z nim i tylko dobre wspomnienia o nim niech pozostaną w ich pamięci.
Jego twórczość osiągnęła nieśmiertelność i warto wspomnieć o albumach studyjnych:
* Got to Be There (1971)
* Ben (1972)
* Music and Me (1973)
* Forever, Michael (1975)
* Off the Wall (1979)
* Thriller (1982)
* Bad (1987)
* Dangerous (1991)
* HIStory (1995)
* Blood on the Dance Floor (HIStory in the Mix) (1997)
* Invincible (2001)
* Number Ones (2003)