To idealna pora by pokazać nieco więcej ciała. Najlepiej żeby było jędrne i delikatnie opalone. Brązowo- brzoskwiniowy odcień fundujemy naszej skórze w solarium.
I nie ma w tym nic złego, gdy pamiętamy o kilku prostych zasadach.
Po pierwsze, należy wybrać DOBRE solarium. Czyli takie, które posiada wysokiej klasy łóżka, z odpowiednio dobranymi lampami do naszej karnacji. Czas opalania określa się więc w zależności od fototypu klienta oraz klasy solarium. Z tym akurat nie ma problemu, gdy wybierzemy dobry zakład, w którym będziemy mogły posłużyć się radą profesjonalistów. Czas, który przeznaczamy na opalanie ma ogromny wpływ na nasze zdrowie. W ciągu 15-30 minutowej sesji pod lampą opalającą w solarium (długość sesji opalającej zależy od mocy lampy, w przypadku lamp o większej mocy sesja taka trwa 5 lub 10 minut) skóra otrzymuje dawkę promieniowania UVA równą tej jaką otrzymalibyśmy po całodniowym pobycie na słońcu.
Jak zwiększyć bezpieczeństwo?
Nie muszę tutaj wspominać, że coś takiego jak bezpieczne opalanie na solarium nie istnieje. Ale używając odpowiednich kosmetyków można to bezpieczeństwo zwiększyć. Należy pamiętać, że do opalania na solarium nie wolno używać kosmetyków z filtrami.
Specjalne kosmetyki do nabycia są na miejscu. Należy dopasować je do odcieniu opalenizny oraz długości opalania. Koszt jednej saszetki kształtuje się granicach od 6 do 10 złotych. Myślę, że cena jest w miarę przystępna, a kosmetyk oprócz dobrze nawilżonej skóry zapewnia miły zapach, np. ananasowy. Dla własnego bezpieczeństwa, lepiej wybrać droższe solarium, lecz nowej generacji, gdzie lampy są bezpieczniejsze, bo emitują mniej promieni UVA.
W nowoczesnych solariach wystarczy spędzić kilka minut, a lampy zbliżone są do naturalnych promieni słonecznych. Konieczne jest również włożenie specjalistycznych okularów, w celu ochrony oczu. Dodatkowa przyjemnością jest delikatny powiem na całe ciało, zapachowy opryskiwacz ciała lub miernik karnacji Q10.
W pogoni za słońcem
Pomimo tego wszystkie co mówi się o sztucznym opalaniu, czasami warto pozwolić sobie na chociaż dziesięć minut tej przyjemności. Choćby nawet z tego powodu, że w naszym klimacie każdy odczuwa brak światła słonecznego, które stymuluje powstawanie endrofin- hormonów szczęścia. Opalanie trochę nadrobi nasze słoneczne braki. Warto również przyzłocić cerę przed pojawieniem się na plaży w skąpym bikini.
Solarium jak nałóg
Nie wszystkim jednak udaje znaleźć się tak zwany złoty środek, ponieważ od opalania na solarium można się uzależnić. Uzależnienie to posiada swoją medyczną nazwę: tanoreksja. Mechanizm jest niemal identyczny jak przy innych uzależnieniach. Zaczyna się z pozoru niewinnie, od kilkuminutowych sesji dwa razy w tygodniu. Z czasem jest ich coraz więcej, aż w końcu seans w solarium staje się taką sama koniecznością jak jedzenie czy oddychanie.
Łatwo poznać osobę, która przedobrzyła z opalaniem. Skóra oprócz tego, że jest nienaturalnie mocno brązowa, staje się jeszcze gruba i szorstka oraz mało sprężysta. Jak to w nałogu bywa, tak i tutaj osoba uzależniona tego nie dostrzega. Przymus opalania uniemożliwia jej obiektywne spojrzenie na sytuację.
W takich okolicznościach po prostu warto się zastanowić jaką cenę jesteśmy w stanie zapłacić za piękny wygląd.
Zdrowy rozsądek przede wszystkim!
Tak jak wiele innych rzeczy na świecie, które sprawiają nam przyjemność, tak i z solarium należy nauczyć się korzystać z rozsądkiem. Z tego tez powodu, idąc śladami Coco Chanel, która na nowo spopularyzowała opaleniznę , pozwólmy sobie sporadycznie na chwile ciepłej przyjemności.